Ja,rodzina i moja firma czyli zapiski mamy na wyspach !
RSS
niedziela, 04 listopada 2007
Depresja poporodowa?

Raz w tygodniu w moim lokalnym GP ( lekarz domowy) jest prowadzona Klinika dla małych dzieci.Można tam wpaść z maluszkiem, zważyć go, zmierzyć i jeżeli sa jakieś wątpliwości związane z maleństwem zawsze można je skonsultować z pielęgniarka. Z moim pierwszym dzieckiem Anią biegałam tam regularnie co tydzień. Z moim drugim maleśtwem -Gosią wizyty były już mnie regularne - wiadomo nie zawsze znajdywałam czas ( i chęci) żeby być tam co tydzień.Zresztą wątpliwości było już mniej i może większe doświadczenie. Natomiast z moim ośmiomiesięcznym Jasiem byłam aż DWA razy. Pogoda była wczoraj prześlaczna więc pomyślałam sobie,że przespacerujemy się a przy okazji wpadniemy do Kliniki. Tak tez zrobiliśmy. Na miejscu było już kilka mam z pociechami, w większości kilkutygodniowymi maluszkami.Mój Jasiu w porównaniu z nimi wyglądał jak duuuży męźczyzna! Siadłam i czekałam na naszą kolejkę. Obok siedziała młoda mama i rozmawiała z pielęgniarką.Rozmowa była bardzo chaotyczna .Dziewczyna chciała dużo powiedzieć ale jej angielski nie był na tyle dobry i widać było,ze strasznie ją to denerwuje.Pielęgniarka,która zna mnie od narodzin Gosi, zobaczywszy mnie zapytała czy mogę im pomóc.Oczywiście - powiedziałam.Historia jaką usłyszałam potem była niesamowita.Wyjazd z Polski kiedy była w 6 miesiącu ciąży,ciężki poród,brak wokół rodziny i przyjaciół, partner który pracuje długie godziny - wszystko razem doprowadziło młodą mamę do ciężkiej depresji poporodowej.Zaprosiłam ją po Klinice na kawę i mam nadzieję,że spotkamy się jeszcze kilka razy.Bardzo chciałabym jej pomóc. Całe to wydarzenie przywołało mnóstwo wspomnień.Siedem lat temu na świat przyszła Ania w szpitalu niedaleko Londynu.Kiedy pierwsza fala emocji związana z jej przyjściem na świat opadła,codzienność okazała się bardzo szara i monotonna.Dni dłużyły się niemiłosiernie, brak rodziny i znajomych dawał sie trochę we znaki.Mąż przychodził poźno z pracy.Wydawało mi się,że moje życie stanęło w miejscu,wszyscy inni coś robią a ja nic tylko przewijam i karmię i jestem coraz bardziej zmęczona. I wtedy to na jednej z Klinik podeszła do mnie świeża mama - tak jak ja z małym bobaskiem i zagadnęła mnie.

- Twoje pierwsze? -

Tak - powiedziałam.

 -Moje czwarte - powiedziała z dumą. -Zobaczysz, z każdym następnym będzie łatwiej.

Jakoś trudno mi było wtedy w to uwierzyć ale teraz patrząc na to z perspektywy kilku lat i następnej dwójki dzieci - miała rację. Kiedy urodziła się Gosia niecałe dwa lata pożniej rzeczywiście było lepiej.Wiedziałam już,że bezzsenne noce skończą się szybko a rutyna wcale nie musi być nudna. Odkryłam,że mogę chodzić na spotkania do biblioteki gdzie było mnóstwo zajęc dla mam z dziećmi.Spotkania z innymi mamami na porannej kawie czy zorganizowane spacery po parku... Teraz,kiedy jest Jasiu staram się cieszyć każdym momentem spędzonym razem z nim.Uwielbiam nocne karmienia! Wiem,że kiedy postawi swoje pierwsze kroki  to zacznie się jego marsz w stronę dorosłości :)

Myśle,że bycie mamą generalnie nie należy do najłatwiejszych życiowych wyzwań.W Polsce czy w Anglii podejmujemy podobne decyzje,większość związanych z przyszłością naszych pociech. Czas pokaże czy słuszne... Wierzę,że zawsze jest swiatełko w tunelu... Z pomocą dobrej kawy mam nadzieję ,że damy radę...

23:03, trylogia3
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 października 2007
Halloween

Nadchodzi Halloween. Moje dzieci już powybierały kostiumy,dynia zakupiona i czeka ja natomiast po raz pierwszy zadałam sobie pytanie : 'Co to jest właściwie Halloween?'...

Oto co znalazłam: 

 Zwyczaje związane z Halloween pochodzą od Celtów (przodkowie ludów zamieszkujących dzisiejsze tereny Anglii, Walii, Irlandii, Szkocji i północnej Francji). Zapoczątkowane zostały przez celtyckich kapłanów, zwanych druidami, którzy pełnili funkcje lekarzy, magików i sędziów.

Zgodnie z ówczesnymi wierzeniami w nocy z 31 października na 1 listopada uwalniane były duchy zmarłych, którzy odeszli w ciagu ostatniego roku. Aby odstraszyć złe duchy,palono na wzgórzach  ogniska, na których płonęły dary: wieńce, owoce , zwierzęta ofiarne.
Druidowie w tę noc chodzili też od domu do domu w poszukiwaniu jedzenia. Tych, którzy im odmawiali, przeklinano.

Wraz z Irlandzkimi emigrantami święto to trafiło też do Stanów Zjednoczonych. Tam jednak Halloween przybrało nieco inną formę.  W noc z 31 października na 1 listopada Amerykanie przebierają sie w stroje duchów, upiorów, wiedźm, czarownic, czy goblinów. Z dyni robione są lampiony, tzw. Jack-o-latern (zwyczaj pochodzi z Irlandii, tam do tego celu służyła rzepa) najczęściej w ksztłcie twarzy ze świeczką w środku i wystawiane przed domami. Poprzebierane dzieci chodzą od domu do domu prosząc o łakocie, a jeśli im ktoś odmówi, wówczas straszą. W tę noc na ulicach odbywają się też parady przebierańców oraz liczne bale...

Dla mnie jednak ten dzień zawsze bedzie się kojarzył z ciszą i zadumą oraz tysiącami płonących lampionów na polskich cmentarzach!



23:36, trylogia3
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 października 2007
NIC
Pędziłam z wózkiem najszybciej jak umiałam. Mały Jasiu kiwał się na wszystkie strony ale najwyraźniej podobało mu się to. Gugał i dadał aż miło. Przez ostatnie kilka dni odbierałam Małgorzatę jako ostatnia mama. W przeciwieństwie do polskich szkół gdzie dzieci chodzą dzielnie do i ze szkoły same w Anglii trzeba odbierać dzieci ze szkoły osobiście.Gosia nie byla z tego powodu moich spóźnień  bardzo zadowolona.Przbiegłam przez szkolną bramę po drodze mijając kilka mam z dzieciakami. W drzwiach stała Gosia z małą podkówką na buzi i za rekę trzymała  swoją wychowawczynię- Panią Davis.Przeprosiłam za spoźnienie i wzięłam Gosię za rekę.Chcą załagodzić jakoś sytuację więc zapytałam :

-          Co robiłaś dzisiaj ciekawego w szkole?

-          NIC – odpowiedziała Gosia.

-          Jak to nic. Musiałaś coś robić ! Pewnie malowałaś albo pisałaś…-powiedziałam

-          Tak.Malowałam – powiedziała Gosia

-          No to robilaś coś jednak w szkole. 

-          Ummm – ale to nie było NIC CIEKAWEGO!  

                     

                

22:35, trylogia3
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 października 2007
Wodna godzina

  Jako Mama Pracująca z Domu doszłam do wniosku ,że potrzebna mi jest od czasu do czasu mała przerwa od calego tego domowego i firmowego  zamieszania. W bibiotece wpadł mi w ręce przewodnik po kursach dostępnych w naszym mieście. Zaciekawił mnie kurs aerobiku w wodzie. Wode lubię a ćwiczenia na mój obolały kregosłup też się przydadzą.Formalności zostały załatwione przez internet i za kilka dni dostałam zaproszenie na pierwsze wodne spotkanie.

Przyszła oczekiwana Środa. Wyjście z domu okazało się trudniejsze niż myslałam.Dzieciaki nie chciały dać za wygrana. Jak to - mama wychodzi SAMA.Bez NAS.W końcu dały się przekonać na spędzenie wieczoru z tatą.

Zatrzasnęłam za soba drzwi – otoczyła mnie wieczorna cisza. W samochodzie mogłam spokojnie posłuchać radia.Na basenie ,przebieralnia byla tylko dla mnie.  Ćwiczenia były niezłym wyzwaniem ale dawałam sobie radę.(Skakanie pajacyka w wodzie nie należy do najłatwiejszych).Po wyjściu z wody, spokojnym krokiem podażyłam pod prysznice gdzie (o zgrozo) mogłam spędzić całe 5 minut. Potem spokojnie mogłam się ubrać i nawet wysuszyć włosy.W drodze powrotnej znów mogłam  rozkoszować się  słuchaniem radia( byla ciekawa dyskusja na temat mundurków szkolnych).Zaparkowałam przed domem. Ostatnie minuty ciszy.Wzięłam głęboki oddech i wyciągnełam klucze do domu . Starałam się otworzyć drzwi najciszej jak umiałam ale i tak mnie usłyszeli.

-          Mama, mama wrociła!!!

 Mamo a Gosia…-          Cicho ja chce mamie coś powiedzieć – krzyczala Gosia!

Spojrzałam na ich przejęte buzie. Jak strasznie się za nimi stęskniłam w ciągu tej godziny!

                                                                     

23:40, trylogia3
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2007
Szyszanie lwa

  -          Mamo szyszam lwa – powiedziała moja średnia córa.

-          Co robisz? – spytałam trochę zakłopotana.Zakłopotanie bierze się z faktu,że moje dzieci czasem próbuja mówić w kilku językach jednocześnie -polski mieszany z angielskim czasem z odrobiną hiszpańskiego.Trudno czasem wyłapać główny wątek w zdaniu.

-          Szyszam – odpowiedziała bez mrugnięcia Gosia.Poczułam się  zakłopotana.Gosia  była w pokoju na górze ,ja natomiast karmiłam Jasia na kanapie na dole.Co to jest to ‘szyszanie’ ? Co ona tam znów wymyslila?-  pomyślałam.

        A co robisz z tym ‘szyszaniem?’ – zapytałam głośno

  Zaczęłam gorączkowo rozmyślać co to może być – nic mi nie przychodziło do głowy.Spróbowałam inaczej:

-        Karmisz  lwa? – zapytałam

-          Ja nie karmię ja ‘szyszam’.-odkrzyknęła Gosia

 -         Głaszczesz lwa? – odbiłam pytaniem

-          NIE! Szyszam tak jak ty jutro ‘szyszalas’ z Anią – okrzyknęła Gosia

 Zupełnie zdębiałam. Odczepilam Jasia od piersi i wgramoliłam się na górę.

-          Pokaż mi kochanie co ja ‘szyszalam’ z Ania wczoraj się mówi a nie jutro – poprosiłam.Gosia pobiegła i wyciągneła kołderkę,która wczoraj zszywałyśmy z Anią.

- Aaaaaa …zszywasz, szyjesz tak?-powiedziałam.

 No szyszam, mówiłam ci już tysiąc razy przecież! I spojrzala na mnie z dziwną miną. 

22:52, trylogia3
Link Dodaj komentarz »
Klient Nasz Pan

Ponieważ sama sobie jestem szefem ,sama ustalam reguły panujące w mojej jednoosobowej firmie. Moja złota zasada jaką się staram zawsze kierować to traktować klienta tak jak sama chiałabym być obsłużona.Działa za każdym razem!

Wczoraj dostałam e-mail z Irlandii. Napisane w nim było:

‘Hi -Widzialam cię wczoraj w TV i bardzo jestem zainteresowana kupnem twojego produktu .Niestety mieszkam w Irlandii i obawiam się,że koszt przesyłki może być dla mnie za wysoki.Potrzebowałabym rownież je bardzo szybko.Z pozdrowieniami Tracy’.

Wiec odpisałam:Droga Tracy, Miło mi,że podoba Ci sie mój produkt. Bez problemu moge go wysłać dzisiaj bez dodatkowej opłaty.Powinnien dotrzec do Ciebie najpóźniej w czwartek.Pozdrawiam’

Chwile później dostałam potwierdzenie zakupu 4 kokonów I podziękowanie za miła obslugę.

Dzisiaj dostałam następne zamówienie na następne dwa kokony z załaczoną wiadomościa.

‘Hi Dostałam twoja strone od mojej przyjaciółki Tracy.Była tak tobą zachwycona,że postanowiłam kupić prezent dla mojego nowonarodzonego wnuczka własnie u ciebie.Z pozdrowieniami Lorna’ Chcialoby sie powiedziec: Klient nasz…przyjaciel!

 

12:05, trylogia3
Link Dodaj komentarz »
Sposób na deszcz!

  Pada własciwie już od kilku tygodni – ciagle – dzień w dzień. Zmienia się tylko intesnywność deszczu. Raz siąpi innym razem leje.Zauważyłam,ze moim dzieciom to w ogóle nie przeszkadza w końcu taką pogodę znają od urodzenia.Wiedzą,że trzeba ubrać płaszcz przeciwdeszczowy lub złapać parasol wychodząc do szkoly.Dzisiaj jednak  Gosia wpadła na genialny pomysł. Zalożyła płaszcz,założyła kapelusz ( przeciwdeszczowy oczywiście) a  na oczy naciagnęła gogle.

Z trudem zachowałam obojętną minę i zapytałam:

-A  po co ubierasz te gogle.Przecież nie idziemy na basen tylko do przedszkola?

Na co Gosia odpowiedziała ze stoickim spokojem:

- Na zewnątrz jest tak samo mokro jak na basenie. Nie chcę,żeby mi padalo na oczy!

Wzięłam ją za reke i podreptaliśmy w strone przedszkola… 

11:45, trylogia3
Link Komentarze (2) »
Skrzyżowanie

Jestem skrzyżowaniem Mamy Domowej z Mamą Pracujaca. Jestem Pracujacą z domu Mamą.Co to znaczy? Prowadze dom i przy okazji  firmę ( moje biuro mieści się w najmniejszym pokoju). Dla mnie układ idealny.Dla dzieci chyba tez.

Zaletami są:

  • brak szefa
  • elastyczne godziny pracy
  • podejmowanie decyzji bez uprzedniego konsultowania sie z trzema innymi działami
  • dłuuugie przerwy na kawe

Wady to:……hmm ….własciwie to nie ma… może tylko jedna.Czasem brakuje mi biurowych ploteczek:) Problem w tym,że mój najmniejszy pokoik robi sie za ciasny.Papierzyska i towar  wypelniły go po sufit.Bede musiala pomysleć o przeprowadzce.To chyba dobry znak –firma rośnie i  rozwija  się a razem z nią moje dzieci. 

11:45, trylogia3
Link Dodaj komentarz »